Nie przeocz - Wydawnictwo Jung-off-ska

Audiobooki dla dzieci czyta Edyta Jungowska

Wydawnictwo Jung-off-ska

O sile audiobooków dla dzieci, uzależniającej mocy przewrotnej Pippi oraz ponadczasowych wartościach literatury - opowiada Edyda Jungowska.

Czy rodzice czytali Pani książki na dobranoc - a jeśli tak, to kto był Pani ulubionym bohaterem?

Z dzieciństwa pamiętam przede wszystkim "Pyzę na polnych dróżkach", bo najchętniej czytała mi ją mama. Ale moją idolką zawsze była Pippi. Szalona, przewrotna, oryginalna, z niebywałym poczuciem humoru i niebanalną fantazją. No i ponadczasowym mottem życiowym: "Nie martwcie się o mnie - ja zawsze sobie dam radę". Tak, to zdecydowanie moja ulubienica! Zresztą książki Astrid Lindgren były wszechobecne w moim domu. Poza tym wybierałam książki przygodowe i czysto dziewczyńskie jak "Ania z zielonego wzgórza."

Preferuje Pani czytanie czy słuchanie literatury?

Osobiście wolę czytać - trudno słucha mi się audiobooków, ale głównie dlatego, że sama się tym zajmuję i jestem strasznie wyczulona, jeśli chodzi o lektorów, jakość nagrania, rytm. To po prostu spaczenie zawodowe. Zachwyca mnie Piotr Fronczewski we wszystkim co czyta i Wojciech Pszoniak czytający "Idiotę" Dostojewskiego.

Nagrywa i wydaje Pani tylko książki Astrid Lindgren. Dlaczego wybrała Pani akurat tę szwedzką pisarkę, czyżby sentyment do Pippi?

Audiobook "Braciszek i Karlson z dachu" Astrid Lindgren

Zdecydowanie! Moim marzeniem jest wydanie w formie audiobooków wszystkich książek Astrid Lindgren. Uważam, że to niesamowita autorka, z niebywałym słuchem na dziecięcy świat i znajomością ich potrzeb. Oczywiście miałam obawy, czy sielskość "Dzieci z Bullerbyn" jest w stanie porwać współczesne dzieciaki, ale dochodzą mnie słuchy, że tak. Dla mnie to znak, że wciąż najbardziej inspirujące są zabawy, gdy ma się do dyspozycji kijek, sznurek i grupę przyjaciół a nie komputer i telewizor. Potwory i przesłodzone do granic możliwości księżniczki we wszystkich odcieniach różu są, przynajmniej dla mnie, dobre tylko na chwilę.

Czy polecałaby Pani swoje audiobooki na dobranoc, czy może bardziej jako miły przerywnik w ciągu dnia?

Audiobooki można słuchać od rana do wieczora, zaczynając od śniadania, przez podróż samochodem, po nocne wyciszenie przed snem. Dają szansę na obcowanie z literaturą nawet podczas porannego joggingu. Na tym polega ich siła.

Czy uważa Pani, że można zaszczepić w młodym człowieku "miłość do książek"? A jeśli tak, to jaki ma Pani na to sposób?

Dziecko zawsze patrzy na przykład postępowania rodziców. Telewizor i komputer nie rozwijają wyobraźni, nie budują więzi emocjonalnej pomiędzy dzieckiem i rodzicami. Taką rolę może spełnić tylko książka. Aby zachęcić dziecko do czytania książek, należy wybierać dla niego takie pozycje, które są ciekawe, uczą racjonalnego myślenia, promują pozytywne wzorce postępowania i są dostosowane do wrażliwości dziecka. To pozycje, które nie będą wzbudzały lęków i nauczą dziecko pozytywnego stosunku do świata i do siebie.

Założyła Pani wydawnictwo audiobooków. Skąd taki pomysł?

Audiobook "Karlson z dachu lata znów" Astrid Lindgren

To ciekawe, bo zawsze chciałam żyć z daleka od papierkowej roboty i liczydeł. Ale krótko mówiąc, musiałam założyć wydawnictwo. Bo albo mogłam wydać Pippi pod czyimiś skrzydłami, idąc na masę kompromisów i mieć z głowy całą sferę buchalterii, albo wydać ją w takim kształcie, w jakim chciałam, no i teraz nie spać po nocach, zasypana fakturami, raportami i całą żmudną robotą związaną z promocją i sprzedażą. Nie ma w tym nic urokliwego - zapewniam.

Od kiedy zajęłam się biznesem, zaczęłam wstawać o godz. 7, która do tej pory była dla mnie środkiem nocy. Generalnie - mniej snu, więcej stresu. Z drugiej strony zawsze jest satysfakcja, że robię coś, co sprawia mi przyjemność i na dodatek efekt mojej pracy podoba się innym. Po Pippi, Dzieciach z Bullerbyn i Karlssonach planuję nagrania kolejnych pozycji.

Jaka rola Pani zdaniem jest trudniejsza dla aktora: w filmie, czy w dźwiękowych wydaniach literackich?

Na planie filmowym jest oczywiście trudniej niż w zaciszu studia dźwiękowego. Nie da się tego porównać. Choć czytanie literatury w moim wypadku często bywa procesem żmudnym i czasochłonnym. Oczywiście można to zrobić szybko, ale ja jestem perfekcjonistką. Radość daje mi to, że znajduję odpowiedni ton dla danej książki, udaje mi się złapać charakter postaci. Siedzę w studio wiele godzin, żeby uzyskać zadowalający mnie efekt. Do tego dochodzi jeszcze muzyka, w naszych audiobookach dla dzieci jest bardzo ważna.

Jak do tej pory najczulsze ucho na nasze bajki ma Sambor Dudziński. Jest nie tylko kompozytorem, ale też sam gra na wszystkich instrumentach - a jest ich wiele, oprócz klasycznych i egzotycznych jak okaryna, jambe, maraca, didgeridoo, berimbao, są też gliniane ptaszki z wodą, różne gwizdki i terkotki, ale też przedziwne urządzenia i instrumenty jego własnej konstrukcji. To człowiek orkiestra.

I jeszcze grafika - autorstwa Piotra Sochy - bo szczególną wagę przywiązuję do estetycznej strony - chcę, żeby tę małą płytę, która w rezultacie trafi do rąk dzieci można było przeglądać z radością i ciekawością. Bardzo bym chciała, żeby ci dwaj panowie pracowali ze mną przy kolejnych projektach.

Często słyszy się, że dzieci są o wiele bardziej wymagającym widzem niż dorośli. Czy Pani też tak uważa?

Audiobook "Latający szpieg czy Karlson z dachu" Astrid Lindgren

Dzieci nie da się oszukać, to najsurowsi krytycy. Bywają surowe, wyłapują w mig błędy i jakikolwiek fałsz. Dlatego też wkładam w moje audiobooki masę pracy. Nie idę na łatwiznę. Coraz częściej słyszę albo czytam wpis na naszym fejsbukowym profilu, że dziecko nie chce się oderwać od słuchania i puszcza nasze płyty na okrągło. Pojawiają się nawet zdania, że Pippi uzależnia - ale według mnie to bardzo pozytywne uzależnienie.

Czy lubi Pani pracować dla dzieci? Wiem, że audiobooki to nie jedyny projekt dla najmłodszych. Pani głos pojawił się m.in. w Smerfach czy "Toy Story".

Lubię! Miałam szczęście brać udział w wielu niebanalnych projektach dla dzieci. Wiem, że wiąże się to zarówno z moim wyglądem, jak i głosem. Jest w nim wciąż dziewczęca nuta. I być może przydatny jest też mój niepokorny charakter. A dzieci lubią mocne "charakterki". Zawsze staram się, żeby traktować dziecięcych słuchaczy bardzo serio, nie słodzić, nie "dzidzibudzić" - mam wrażenie, że odbiór naszych audiobooków dla dzieci i kolejne nagrody pokazują, że potrafią to docenić.

Rozmawiała Dorota Kobierzewska





            

Zobacz też:

Firmy