Newsletter

Jeśli chcesz być na bieżąco z nowościami na stronie dodaj swój e-mail:

Gwiazdy z dziećmi

Damian Wleklak

Piłkarz ręczny, środkowy rozgrywający i zdobywca z reprezentacją Polski medali na Mistrzostwach Świata, obecnie trener i popularyzator piłki ręcznej. Naszemu magazynowi opowiada o swoich dwóch najważniejszych medalach – synach Szymonie i Kubie – oraz o wychowywaniu dzieci w sportowej rodzinie i w różnych krajach.

Z Agnieszką poznaliście podczas studiów na Akademii Wychowania Fizycznego. Jaka była Twoja reakcja, gdy się dowiedziałeś, że będziecie mieć potomstwo?

Ucieszyłem się bardzo, bo chcieliśmy mieć dziecko. Byliśmy przed ślubem, ale jako narzeczeni – 4 lata. Wiedzieliśmy, że ten związek to jest to, czego każde z nas szukało, i że będziemy razem, aby tworzyć rodzinę. Ślub cywilny odbył się po narodzinach Szymona, a ten prawdziwy, z weselem – 13 lipca w 2002 roku. Nie byliśmy przesądni. Tego dnia mieliśmy wolne miejsce w uroczym miejscu, w lesie w Gdańsku. Syn miał już wtedy 8 miesięcy.

Czy byłeś przy porodzie? Jak się czułeś?

Przy narodzinach Szymona byłem od samego początku do końca. To nie był łatwy poród – Agnieszka strasznie cierpiała, trwał 13 godzin i mieliśmy mocną przeprawę, ale efekt końcowy wspaniały. Dziecko urodziło się zdrowe – i to było najważniejsze. Bardzo się wzruszyłem.

„Wydaje mi się, że dwóch
facetów szybko się porozumie.
Mam dwóch synów i wiem, jak
się z nimi komunikować: czasami
na luzie, ale muszą być też
męskie rozmowy”

Co robiłeś przy dziecku? Jak pomagałeś?

Rzucałem się na wszystko. Przed porodem razem z Marcinem Pucharem, bramkarzem z mojej drużyny, malowaliśmy pokój i musieliśmy się bardzo spieszyć. Potem, gdy Agnieszka i syn wrócili do domu, na zmianę opiekowaliśmy się dzieckiem. Kiedy miałem rozgrywki, żona miała więcej obowiązków. Pomagałem, ile mogłem. Najlepiej wychodziło mi chodzenie na spacery. I Szymon, i drugi syn, Kuba, zawsze podczas nich spali – ponadto nie byli mocno płaczącymi dziećmi. Pod tym względem jako rodzice mieliśmy spokój. Obydwaj urodzili się w Płocku, gdzie grałem w drużynie Wisła Płock od 2001 roku, przez 6 lat. Tam przypadło nam dzieciństwo synów.

Ile czasu zajmowała Ci, jako zawodnikowi, gra w piłkę, treningi, rozgrywki?

Granie to jedna rzecz, bo można zaplanować dwugodzinny trening, a potem i tak wyjdzie więcej. Jednak ja w związku z Agą miałem swobodę – mogłem się poświęcić piłce ręcznej, ile było trzeba. Ona była i jest matką, która uwielbia zajmować się dziećmi i robić wszystko wokół nich. Oczywiście męska ręka jest czasami potrzebna, ale dzięki żonie miałem czas i na trenowanie, i na odpoczynek po rozgrywkach. To był mój zawód.

Kiedy poczułeś, że masz na Szymona wpływ i że go wychowujesz?

Od samego początku wiedziałam, że mam z nim dobry kontakt. Na początku rozpoznawał mnie – i to mi wystarczyło. Potem dochodziły wspólne zabawy i rozmowy. Wydaje mi się, że dwóch facetów szybko się porozumie. Mam dwóch synów i wiem, jak się z nimi komunikować: czasami na luzie, ale muszą być też męskie rozmowy.




„W sporcie funkcjonuje takie
powiedzenie, że więcej się
przegrywa, niż wygrywa.
Jesteś sportowcem, jeśli jesteś
w stanie podnieść się po
porażce i iść dalej”

 Jak wyglądały Wasze zabawy?

Przeważnie rano miałem więcej czasu i bawiliśmy się razem, z pierwszym i drugim synem. Miałem z tego powodu dużą frajdę, bo za czasów mojego dzieciństwa sklepy świeciły pustkami. Kto mógł pomarzyć o klockach Lego? A teraz mogłem ich mieć tyle, ile chciałem – niby były dla synów, ale sam się świetnie przy tym bawiłem (śmiech).

Oprócz tego wszyscy mamy sportowe zacięcie. Szymon zawsze miał zamiłowanie do piłki nożnej. Grał w Gdańsku, w Niemczech, ale miał problemy z kolanami. Teraz może pograć w nogę ze mną albo z kolegami.

Jakie jeszcze inne zainteresowania miał pierwszy syn i czym Cię zaskoczył?

Nie wiem, skąd mu się to wzięło, ale interesowała go geografia – znał wszystkie państwa na świecie wraz z ich stolicami. Wcześniej fascynował się pociągami i ciągle oglądaliśmy lokomotywy spalinowe i parowe oraz inne podobne pojazdy. Kiedy okazało się, że Szymon nie zrobi kariery w piłce nożnej, zajął się dziennikarstwem futbolowym. Powoli się przebija.

Jaka jest różnica w wychowaniu dzieci za granicą i w Polsce?

W 2008 roku przeprowadziliśmy się do Austrii, bo zmieniłem klub. Zamieszkaliśmy w małym miasteczku, gdzie życie toczyło się spokojnie. W klubie było dwóch Polaków i mieliśmy trenera też z naszego kraju. Miło wspominam te 2 lata, bo fajnie tam się grało. Poziom nie był wymagający, ale trochę lepszy niż u nas w Polsce. Mieszkaliśmy 1,5 kilometra od jeziora oraz blisko Włoch i Niemiec. W wolne weekendy wsiadaliśmy do samochodu i po 2–3 godzinach byliśmy w Mediolanie albo w górach – jeździliśmy na nartach. Ten sport mnie jakoś nie porwał, ale uczyliśmy dzieci.

Szymon poszedł do przedszkola w Austrii i szybko nauczył się języka, mówił lepiej niż my. Kuba też tam chodził, ale chyba był za krótko. Bardzo nam odpowiadała tamtejsza atmosfera, bo sąsiedzi były bardzo pomocni i uprzejmi. Mieliśmy z nimi wspólne podwórko, gdzie wszystkie dzieci mogły się bawić.

W tym czasie nasz zespół, Twój zespół święcił triumfy.

W czasie tego kontraktu pojechaliśmy na Mistrzostwa Świata do Chorwacji i Polska zajęła trzecie miejsce. To był niesamowity sukces. Wszyscy ogromnie się cieszyliśmy! Dostałem wtedy propozycję zmiany klubu – przejścia do niemieckiego. Czekała nas znowu przeprowadzka, zmiana mentalności, ale chociaż język był ten sam.

Jak dzieci odnalazły się w nowej szkole?

Szkoła niemiecka okazała się najlepszym systemem edukacyjnym. Był zakaz zadawania dzieciom zadań domowych na weekendy – ten czas miały spędzać z rodzicami. W tygodniu, w czasie dnia jedli posiłek, były zajęcia pozaszkolne i dzieci odrabiały lekcje z nauczycielem. O godzinie 16 odbierało się dziecko ze szkoły i był już dla niego czas wolny. Szkoła kupowała książki, a my tylko płaciliśmy za nie około 50 euro, więc znacznie mniej niż w Polsce.

Szymon chodził tam do podstawówki, a Kuba zaczął od przedszkola. Starszy syn kontynuuje naukę niemieckiego w polskiej szkole, bierze udział w konkursach i chcemy, by poszedł do liceum do klasy z rozszerzonym niemieckim.

Jak długo byliście w Niemczech?

Spędziliśmy tam półtora roku, bo po pierwszym sezonie odniosłem kontuzję, a potem miałem operację. Podjąłem walkę, aby wrócić do grania, ale niestety się nie udało... Dostałem propozycję, abym został asystentem trenera w Polsce i wrócił do kraju.

Cieszyliście się, że wracacie do Gdańska?

Pamiętam, że jak przyjechaliśmy do Austrii i zobaczyliśmy to miasteczko, byliśmy zauroczeni. Chcieliśmy sprzedać wszystko w Polsce i przeprowadzić się już tam na stałe. W Gdańsku był nasz dom, nieskończony, ale do zrobienia zostało niedużo. Po roku dopadła nas tęsknota za Polską. Kiedy mieliśmy wolne trzy dni, potrafiliśmy się spakować się i przyjechać do Gdańska chociaż na chwilę. Tutaj zostali nasi przyjaciele, rodzina. Dzieci tak nie miały – zawierały znajomości w Austrii czy w Niemczech w szkołach. Kiedy na świat przyszedł Kuba, moja siostra urodziła bliźniaki (dwóch chłopców) – do tej pory chłopcy są bardzo zżyci ze sobą. Teraz jeszcze pojawiła się Helenka, córeczka mojej siostry, więc rodzinne tradycje są u nas bardzo mocno pielęgnowane.

Jesteśmy zżyci z rodziną, dzieci z dziećmi – spędzają ze sobą dużo czasu. W wakacje są przynajmniej tydzień razem na obozach, a weekendy albo przyjeżdżają na noc do nas, albo my jedziemy do nich. Tego nam tam brakowało na obczyźnie przez 3,5 roku. Gdyby nie kontuzja (zawsze chciałem tam grać i na szczęście moje marzenie się spełniło), taki stan pewnie przedłużyłby się do 5 lat.

 

 

 

 

Chciałbym, żeby piłka ręczna
była w Polsce sportem
tak widowiskowym,
jak jest to w innych krajach.

Czy powrocie z Niemiec dzieciaki potrafiły się przestawić na nową rzeczywistość?

Szymon nie miał zaległości, bo w domu mówiliśmy po polsku. Kuba był mały, więc szybko się zaaklimatyzował.

Co robiłeś zawodowo po powrocie do Polski?

Dostałem propozycję organizowania eventów sportowych w Gdańsku. Oprócz tego od 2–3 lat zajmuję się trenowaniem młodzików w klubie Wybrzeże Gdańsk. Jesteśmy 7. zespołem ekstraklasy i przeszliśmy z II do I ligi i do ekstraklasy. Budujemy to wszystko w oparciu o młodych polskich zawodników, ale mamy też chłopaka z Brazylii. Marzy mi, aby nasi zawodnicy grali kiedyś w dobrych klubach w Polsce lub za granicą.

Chciałbym, żeby piłka ręczna była w Polsce sportem tak widowiskowym, jak jest to w innych krajach. W Polsce na rozgrywki przychodzi około 2,5 tysiąca osób, a chcielibyśmy, aby było ich jeszcze drugie tyle. Uważam, że w takim państwie jak Polska znajdzie się miejsce na każdą dyscyplinę. Nie tylko na piłkę nożna, ale i ręczną czy siatkę.

Jaki medal jest dla Ciebie najważniejszy?

Chyba najważniejsze to Szymon i Kuba (śmiech). Mam srebrny i brązowy medal z Mistrzostw Świata w 2007 i 2009 roku. To dla sportowca coś ważnego – jego ego się podbudowuje – ale najważniejsze jest, z kim je zdobyłem. Porażki chyba zawsze nas, zawodników, bardziej scalały. W sporcie funkcjonuje takie powiedzenie, że więcej się przegrywa, niż wygrywa. Jesteś sportowcem, jeśli jesteś w stanie podnieść się po porażce i iść dalej. Razem z przyjaciółmi należymy do tych ludzi, którzy zawsze wstawali i walczyli.

Czy Twoi synowie przejawiają zainteresowanie piłką ręczną? Pójdą w Twoje ślady?

Oczywiście chodzą ze mną na każdy mecz Wybrzeża Gdańsk i kibicują. Kuba gra w piłkę ręczną w szkole – ma świetnego trenera i warsztat, ale nie naciskam go. Niech robi to, co lubi najbardziej. Kiedy pójdzie do gimnazjum, zaopiekuję się nim i wskażę drogę, jeśli takie będzie jego życzenie. Natomiast Szymon ma predyspozycje, aby zostać dziennikarzem sportowym.

Rozmawiała Aldona Wleklak

Zobacz też:

Pozostałe gwiazdy z dziećmi

Robert Rutkowski

Gwiazdy z dziećmi

Psychoterapeuta, trener umiejętności psychologicznych, były koszykarz. Niedawno powtórnie został tatą. Nam opowiedział między innymi o tym, co to jest czarna pedagogika, jak towarzyszyć dziecku w dorastaniu, dlaczego warto odpuszczać i po co przyznawać się przed dziećmi do tego, że czegoś nie wiemy.

Czytaj dalej
Agustin Egurrola "Trzeba kształtować w młodych ludziach kult pracy"

Gwiazdy z dziećmi

Juror telewizyjnych talent show, ceniony choreograf i sędzia międzynarodowych turniejów tańca. Założyciel największej sieci szkół tańca w Polsce. Z nami porozmawiał o planach na przyszłość i o tym, co go inspiruje. Podpowiedział też, jak mądrze wspierać dziecko w rozwijaniu jego pasji.

Czytaj dalej
Karolina Nowakowska

Gwiazdy z dziećmi

Aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna – szerokiej publiczności znana z roli Olgi w serialu „M jak Miłość” i Beaty w „Przyjaciółkach”. Jej drugim żywiołem jest muzyka i taniec. A jak odnajduje się w roli mamy?

Czytaj dalej

Polecane produkty

OptiMusss

Zdrowa Kropla Przyjemności! OptiMusss to nowoczesne preparaty musujące zawierające soki owocowe: pomarańczowy, brzoskwiniowy i cytrynowy. Preparaty OptiMusss nie zawierają cukru i mogą być stosowane przez diabetyków. Czytaj dalej

Poradnik

Biały pokój dla dziewczynki: jak dodać mu uroku?

Pokój przedszkolaka

Biel kojarzy się z czystością i kojącym spokojem - te określenia zdają się ... Czytaj dalej
Noś, tul, kołysz...

Zdrowie i pielęgnacja

Dlaczego dotyk mamy jest ważny dla noworodka – wyjaśnia położna ... Czytaj dalej
Zobacz wszystkie